Untitled Document
Karel Capek
Przyszłość należy do inteligentnych i wydajnych maszyn. Albo do ludzi, którzy zachowują się jak takie maszyny. I będzie to przyszlość straszna - ostrzegal Karel Ćapek.
Z zamiłowania byt ogrodnikiem. Cierpliwa i wytrwała pielęgnacja roślin w ogrodzie ojca, wiejskiego lekarza ze wschodnich Czech, przynosiła mu niemal dziecinną radość. Nie znosił, gdy ktoś w jego otoczeniu niedbale zasadzał kwiaty, byle jak nakładał zaprawę murarską, "lewą ręką" pisał artykuły prasowe. A z tym ostatnim przejawem niedbalstwa stykał się na co dzień jako redaktor dziennika "Lidove noviny". Nie to jednak w pracy dziennikarskiej doskwierało mu najbardziej. Niemal fizycznie cierpiał, gdy musiał komentować na łaniach pisma sprawy międzynarodowe. A ich bieg w latach 20. i 30. minionego wieku sygnalizował nieuchronne zbliżanie się apokalipsy. Włoski i niemiecki faszyzm szykował się do zbrojnej rozprawy ze światem.
Niestety, apokalipsę dostrzegał tylko on - przytłaczająca większość jego rodaków była zdania, że Hitler da się jakoś udobruchać. W tej sytuacji Ćapek postanowił przybliżyć im nadciągające niebezpieczeństwo, pisząc powieści, w których wrogie armie przedstawiał pod postacią groźnych i dziwacznych stworów, jak to czyniła coraz modniejsza wówczas literatura science fiction. W dramacie RUR z 1920 roku, którego tytuł jest skrótem nazwy "Roboty Uniwersalne Rossuma", przedstawił działanie wysoce inteligentnych maszyn, skon-
struowanych do pomocy człowiekowi w najbardziej uciążliwych pracach. Wymyślił dla nich nawet nazwę "robot", która przyjęła się na całym świecie. Jednak pracowite roboty z jego sztuki buntują się i zwracają przeciw człowiekowi. Była to aluzja do nowoczesnej techniki, która na frontach I wojny światowej pozbawiła życia miliony młodych i zdrowych mężczyzn. A jednocześnie przestroga przed "robotyzacją" społeczeństwa -wychowaniem ludzi-maszyn, zdolnych zabijać na rozkaz - bez refleksji i wyrzutów sumienia.
Tymczasem w latach 30. taka właśnie formacja stała już za niedaleką niemiecką granicą z bronią u nogi, gotowa w imię opętańczej idei wzniecić w sercu Europy destrukcję, jakiej nie znała dotąd historia. "Człowiek powinien patrzeć rzeczom prosto w oczy" - powtarzał Ćapek i z tą intencją napisał powieść Inwazja jaszczurów, łącząc w jednej książce intrygę w typie science fiction z esejem filozoficznym. Oto - w wizji Ćapka - w Indonezji odkryto wielkie inteligentne stwory, którymi ludzie z początku wysługiwali się w podrzędnych pracach. Te jednak mnożyły się, żądały dla siebie coraz więcej przestrzeni, a z czasem zaczęły zagrażać ludziom, którzy musieli wypowiedzieć im otwartą walkę. Aluzje do faszyzmu, który zawisł nad Europą, były tak przejrzyste, że noblowscy jurorzy -jak głosiło powszechne przekonanie - stchórzyli i nie przyznali Ćapkowi Nagrody Nobla.
A tymczasem historia rok za rokiem potwierdzała jego najgorsze obawy. Konferencja w Monachium w 1938 roku umożliwiała Hitlerowi zagarniecie nowych państw i była oczywistym preludium do nadciągającej wojny światowej. Ćapek umierał krótko po zakończeniu konferencji, przekonany, że "jaszczury" właśnie podnoszą głowy. Na łożu śmierci nie dramatyzował, nie ostrzegał - wiedział, że na wszystko jest już za późno. "Był to zbyt skromny i nieśmiały człowiek, żeby umrzeć na złamane serce - napisał jego biograf. - Umarł na zapalenie płuc".
|
 |